Jump to content

Webologia stosowana, czyli absurdy techniki


Recommended Posts

Posted

Z podziękowaniami dla drogich nam wszystkim Panów Jasona, Clouda, Maqitta oraz Etcsa.

No i zdarzyło się, trzeba się szybko stawić u klienta, bo to mu cieknie jakiś płyn w agregacie chłodniczym. No tak powiedział mi przez telefon, bo ta babka z call, no gdzie odbiera zgłoszenia na awarie, to nie miała tego co on mówił na ekranie, to powiedziała że go z serwisem połączy, a ja akurat se siedziałem na dyżurze z tymi wybrakowanymi słuchawkami na jedno ucho, a druga to ta na dół wygięta, co to ją na mikrofon zrobili. Nie no, wiadomo że nic nie zrobię, bo wóz serwisowy w warsztacie a klamotów to w nic mniejszego nie wsadzę, ale obsługa klienta na poziomie być musi. Szef zaleca skorzystać z usług kolei. No niby mówi że mogę swoim autem, bo jak się uprę to mi w delegacji paliwko pokryje, no ale wicie, rozumicie, kolej to nowoczesność w transporcie i korki Pan ominiesz. To chociaż swoim transportem na dworcowy parking się podrzucę, i tak przecież żadnych bagażów nie wiozę. O masz babo placek! Jeszcze ostatnio to tu parkometr stał, co to monety przyjmował, a jak nie to cieć parkingowy miał ten, no... terminal na plastikowy pieniądz, ale w miejscu jego kontenerka to takie nowoczesne urządzenie stoi, co to ma z całym tym webem czy czymś tam łączenie i to mi babskim głosem gada, że komórkowca mam na opłatę parkowania przyłożyć, albo tego Blika jej podać. To lecę na parking auto przestawić tam pod wiadukt. Nawet taniej będzie i monetami zapłacę i bilet da, to mi szef wróci za to płatne stanie.
Alem się zdyszał na ten dworzec! To już tam mój pociąg stoi, ale odjazd zaraz, to po bilet do konduktora. Że co? Terminal mu zawisł i biletu nie sprzeda, do kasy trzeba. No cztery są i kolejka tylko do jednej. A, tamte zamknięte. Rozpycham się więc grzecznie łokciami, nie mam czasu na odpowiadanie na zaczepki, bo pociąg stał tam wiecznie nie będzie. Konduktor mówił że się spieszyć trzeba, że zaraz światło na szlag dostanie. Szlag to mnie zaraz trafi. Kasa ma tylko bilety na swojego przewoźnika, na tamtego co na torach w peronach, to tylko przez interneta, no z komórki Pan se zamówi, kasjerka mi podpowiada. A skąd u diabła ona wie, że mam jego w komórkowcu, skoro ja nic o tym nie wiem? Zaraz, bo to ostatnio coś mi wnuk pokazywał, że tu trzeba... o jest, no ta podglądarka się pokazała.

 - Pan mi to da - mówi babka z kasy - to Panu QR'a zeskanuję... o jest system biletowy, to Pan sobie teraz kliknie.

To niech już mi Pani zamówi ten bilet, jak już tak daleko Pani jest - mój ton głosu jest zazwyczaj dość przekonujący.

- No tak... ale widzi Pan, tu w systemie jest że pociąg już odjechał z naszej stacji, to biletu już Pan nie kupi, ale u konduktora Pan dostanie.

Patrzę to na peron, to na nią wybałuszonymi oczyma. Jak odjechał, stoi przecież.

- Nic Panu więcej nie pomogę - uśmiecha się Pani przepraszająco.

Podziękowałem i walę nazad do konduktora. Ten mi o awarii chmury i że biletu nadal sprzedać nie może. Nie wiem o co mu chodziło (niebo jest dziś czyste).

_ No dobra - mówię - to ja se wsiądę i jak te chmury się pojawią to mi Pan już podczas jazdy da ten bilet.

Ale, pomimo że pociągu już nie ma na stacji (nie wiem, ja widzę że jest, piwko albo dwa to po robocie musowo), to w tej radiowej szczekaczce u konduktora słyszę, że z myszą nie mogą sobie poradzić żeby wajchę jakąś przestawić na zwrotnicy i że na eksperta z IT... (nie usłyszałem dalej, chyba urwało) czekają, ale to potrwa bo z województwa jedzie. Pytam konduktora co jest grane, a on mi że pisemny będą dyktować na 150 megaherc, bo GSM-ry przestało działać, jak tylko sokiści poszli na przerwę śniadaniową i żarcie to oni na tej starej mikrofali robią, co to im zakłóca wszystko.

No ja tam nie wiem, ale kierownik przyszedł i mówi że jak bileta nie mam to mi karę wypisać musi, no chyba że wysiądę. A tu widzę, że szef już pyta na wiadomościach tekstowych, czy ja daleko jestem, to wyłażę na peron z wagonu i udaję brak zasięgu.

Alem się zdyszał na ten parking! Jeszcze ta parkometrowa cholera mi paragona nie dała, bo jakiś "Error: Paper Out". Szlag... Odpalam moją starą dwusetkę D, co to niejedną setkę trasy zaliczyła. Dobrze, że mi ostatnio Władeczek chciał wtrysk podregulować i teraz staruszek idzie jak burza, to tę stówkę zrobię w niecałą godzinkę. Bo jak do serwisu pojechałem, to... co mi ten mechanik powiedział? Że nie da rady bo on musi mieć kana żeby mi wtryski odczytać? No zjeżył mnie wtedy, co za głupot oni ich teraz w tych serwisach uczą?! No dobra, mnie też taki przenośny ekran dali jak to on mi opowiadał, że go zapiąć do tego kana musi, co to jak do agregata se podłączę to mi pisze co mam naprawiać, ale nie korzystam za bardzo, no bo to obciach, że każdy frajer z czymś takim będzie mądry. Ma człowiek swoją zawodową godność.

No to jedziemy w trasę. Robota na miejscu to najpierw że dymi z agregatu, no ale jak otworzyłem to im mówię że jak ma nie dymić, jak opaska z węża spadła i się olej na gorącą obudowę leje, to i dymić musi. To oni mi tam, że na wskaźnikach to nic takiego nie mają, i że jakby się olej lał, to by im system to powiedział, a nowoczesny podobno jest. To ja się dogadałem z takim jednym, żeby mi narzędzia podstawowe jakieś dał, to naprawię od ręki. No to był ślusarz ze starej szkoły, to żeśmy we dwóch młotkiem i przecinakiem radę dali. Jak przestało dymić, agregat ruszył i tylko fakturę chcieli, to ja do Pani Helenki od nas z rachuby za telefon, żeby se z nimi dogadała co i jak, bo to nie moja działka przecież.

Już w drodze powrotnej na szlabanach na torach stojąc w gadkę się z dróżnikiem wdałem, to się okazało, że to na mój pociąg, co to nim miałem jechać czeka. Zdziwiony pytam, co on tak długo jedzie, to on mówi (nie wiem czy dobrze zrozumiałem) że jakiś ETC.. no coś tam im pozwala tylko 20 km/h jechać , bo balasy jakieś w torach padły i on (ten pociąg) myśli że przez przejazd bez rogatek zamkniętych jedzie, to się wlecze tak już długo 20 km/h, bo oni tam w tej lokomotywie nie mogą tego komputra wyłączyć, żeby jechać szybciej, bo wyłącznik jakiś im zaspawali, bo go ciągle maszyniści używali. Mówi że to zarząd jakiś wkurzało, bo unijne pieniądze poszły i miało być tak europejsko. Ja tam nie wiem, przez te szlabany to się pewnie w dniówce nie zmieszczę i będę sie ze starym wykłócał o dietę w delegacji, bo to mi dniówka już dawno zeszła przez te nowoczesne transporty. Ot życie...

Posted (edited)

Mały John od północy przygotowywał się do drogi. Konie trzeba było obudzić, oporządzić, wyszczotkować, napoić, przygotować. Klient, kiedy przyszedł do Dużego Johna, jego wspólnika, zamówić transport, oglądał uważnie każdy wóz i wybrał najciężej zbudowany, z żelaznymi osiami i szeroko obręczowymi kołami, do których przyłożył dziwnie wyglądający kij - "Tylko bądźcie na czas" powiedział. Płacił hojnie. O świtaniu, Duży John i Mały John jechali na koźle wozu wyładowanego belkami drewna. Za nimi jechał równie duży wóz ich konkurencji, Duży i Mały Max, wyładowany śrubami. Duży John nie ociągał się specjalnie, ale droga nie pozwalała na wyprzedzanie. Jakiś czas przed miejscem wskazanym przez klienta, ich oczom ukazał się nasyp. Jak okiem sięgnąć, pracowały na nim setki ludzi. Wozy Johnów i Maxów zostały nakierowane do miejsca trochę odległego od czoła nasypu, i tam kazano im je zostawić. John i Max odpięli konie i zaczęli wracać. Przed nimi i za nimi, na drodze na którą ich skierowano, szły inne pary woźniców ze swoimi końmi. Rozmawiali. Dowiedzieli się, że ten nasyp, to nie kanał. Że na tym nasypie, na belkach które wiózł John, położą długie kawały stali i przymocują je śrubami. John przytaknął, słyszał od woźniców z północy, że tam używali dróg żelaznych do transportu węgla z kopalni do portu. Nie, nie, powiedział Duży Max, to nie tak. Ta droga żelazna ma służyć do wożenia pasażerów z miasta do miasta. No dobrze, powiedział Mały John, to będą potrzebowali koni do ciągnięcia wagonów. Nie, nie,  powiedział Mały Max, słyszałem, że mają używać do ciągnięcia wagonów maszyn parowych. Duży i Mały John popatrzeli z politowaniem na Małego Maxa. No co ty, powiedział Duży John. One nie mają tyle mocy, żeby ciągnąc cięzkie wagony. A poza tym, widziałeś kiedyś jak one wyglądają? Rurki, zbiorniki, dźwignie, woda, ogień. I do tego na drodze żelaznej. To jest zbyt skomplikowane, to się nigdy nie przyjmie.

 

Parowóz ciągnął się pod górę jak tylko mógł. Maszynista, pomocnik i palacze uwijali się jak mogli, pilnując ciśnienia pary i poziomu wody. Na tym podjeździe, kompania kolejowa zawsze dołączała do składu jedną dodatkową lokomotywę z tyłu, pchającą ich pod górkę. Podjazd był długi i kręty. Zauważyłeś, powiedział maszynista do pomocnika, nic nas nie minęło od podnóża tego wzgórza. Zauważyłem - powiedział pomocnik - i do tego jedziemy prawym torem zamiast normalnie, lewym. Coś wyprzedzamy? Maszynista pokręcił głową - nie, zawiadowca na dole powiedział, że na lewym jest awaria i żebyśmy się pospieszyli. Zza zakrętu zauważyli stojący na lewym torze pojazd. Maszynista zagwizdał ostrzegawczo i grupka ludzi w ubraniach inżynierów rozstąpiła się, żeby ich przepuścić. Nachylenie nadal było takie, że nie dali rady jechać szybciej niż kilka mil na godzinę, więc kiedy ich budka zrównała się z dziwnym pojazdem, obrócili głowy i patrzeli. Później w pubie opowiadali innym obsadom parowozów : to była bardzo dziwna maszyna, śmierdziało od niej najgorszą ropą jaką można sobie tylko wyobrazić, pełno w niej było rurek oraz kabli biegnących w różne strony. Ktoś powiedział - a, słyszałem, to prototyp lokomotywy na ropę. Cały pub zarechotał - to co nie mogli po prostu wstawić palnika ropy do parowozu? musieli znów wymyślać coś nowego? Ktoś z tyłu powiedział: To jest zbyt skomplikowane, to się nigdy nie przyjmie.

 

Inżynierowie zebrani w sali English Electric, spoglądali a to na siebie, a to na wyrysowane w dużym formacie schematy. W całym pokoju pachniało słabo maskującą zapach marysi miętą. Zamówienie z kraju dwa tysiące mil stąd. Za żelazną kurtyną. I do tego z tym dziwnym napięciem w sieci trakcyjnej. 3kV? Prądu stałego? kto to widział. Na szczęście, w pudle lokomotywy klasy 83, dzięki temu, że nie potrzebowała transformatora z 25kV, mieli sporo miejsca. Główny inżynier kręcił głową, ale podpisał. Wszyscy jednak byli przekonani, że to się nigdy nie przyjmie.

 

Opowiadał mi jeden mikol, który niedawno wrócił z Japonii, że tam można przejechać między nawiększymi skupiskami ludzkimi bardzo szybkim pociągiem. Że ich poziom obsługi jest taki, że jeśli pociąg spóźni się z winy załogi, podróżni dostają zwroty pieniędzy za bilety. A najlepsze - powiedział - wyobraź sobie, że ostatnio budują pociągi lewitujące na poduszcze magnetycznej. Jak to - spytałem - przecież już Niemcy próbowali, pamiętasz TransRapid? i jakie problemy ma w Szanghaju? - ten jest inny - powiedział. Inna zasada lewitacji, nie potrzebuje tak skomplikowanych układów sterowania, jedynie potrzebuje elektromagnesów chłodzonych helem. Popatrzałem na niego z politowaniem. Ty wiesz, ile to kosztuje? Jakie to jest skomplikowane? To się nigdy nie przyjmie.

 

Edited by stary_ortalion
  • Thanks 1

Please sign in to comment

You will be able to leave a comment after signing in



Sign In Now
  • Recently Browsing   1 member

×
×
  • Create New...

Important Information

Terms of Use Privacy Policy